Strona Główna arrow Tygodnik Powszechny arrow Zdolni do wszystkiego
Najnowsze komentarze
Vanessa Hudgens znów niegrzeczna i prawie nago
jak wiecie to nie madre co robi ale jej sprawa wazne ze jest...
Naga Weronika Książkiewicz w grudiowym wydaniu Pla...
Cała sesja do pobrania: http://rapidshare.com/files/1659981...
Kto jest bardziej seksy Zac Efron czy Corbin Bleu
Corbin jest ładniejszysmiley
Vanessa Hudgens - nagie zdjęcia
wylzał bym jej i mocno jej wephnął jest dużo lepsza od t...
Czeskie Centrum w Warszawie zaprasza na wystawę ob...
super jest to zaproszonko
Zdolni do wszystkiego Drukuj Email
Redaktor: Tygodnik Powszechny   
16.08.2008.
Spis treści
Zdolni do wszystkiego
Strona 2

Igrzyska olimpijskie prowokują dyskusję o ludzkich możliwościach i granicach, których nawet zawodowcy przekroczyć nie są w stanie. W sporcie wyczynowym wspartym medycyną nie ma rzeczy niemożliwych.

21 czerwca 1960 r. w Zurychu Armin Hary, niemiecki sprinter, wpisał się do historii sportu jako pierwszy człowiek, który w biegu na 100 m pokonał magiczną barierę dziesięciu sekund. Dziś osiągnięcie dwukrotnego mistrza olimpijskiego z Rzymu (w biegu na 100 m i sztafecie 4 x 100 m) postrzega się raczej jako ciekawostkę niż wyczyn wzbudzający uznanie. Wówczas było to jednak dokonanie na miarę wysłania człowieka na Księżyc, choć sam Hary – trzeźwo patrzący na rzeczywistość – wiedział, że jego rekord kiedyś zostanie pobity. Miał rację, jednak na lepszy wynik przyszło czekać kilka dziesięcioleci. "Kto nie ma celu, ten go nie osiągnie" – mówi Hary w niemal 50 lat po ustanowieniu rekordu świata.

Tysięczne części sekundy

Zgodnie z tym mottem trenuje Usain Bolt, jamajski sprinter, który 31 maja 2008 r. poprawił wynik Hariego w biegu "na setkę", pokonując tor w 9,72 sek. Wielu ekspertów sądzi, że afrykański biegacz osiągnął tym samym granicę. Różnice między rekordami są coraz mniejsze. Najlepszych wyników nie dzielą już bowiem sekundy ani nawet ich dziesiątki, lecz tysięczne części.

Dzieje się tak dlatego, że już jakiś czas temu osiągnięto naturalną, maksymalną wydolność organizmu. By bić kolejne rekordy, trzeba pójść dalej. Regularne analizy krwi sportowców pozwalają stwierdzić, że w kolejnych latach systematycznie wzrasta w niej stężenie rozmaitych środków przeciwbólowych. Co ciekawe, tych w pełni legalnych. Przy ich pomocy próbuje się wyłączyć naturalne mechanizmy ochronne organizmu, tak aby ignorowały podświadomie odczuwane granice. Tego typu medykamenty stosuje się głównie podczas treningów, aby móc wytrzymać większe obciążenia, przy zmaganiu z którymi organizm normalnie zareagowałby bólem. – Poza środkami przeciwbólowymi sportowcy często sięgają po substancje wziewne – dodaje prof. Jerzy Smorawiński z Zakładu Medycyny Sportowej AWF w Poznaniu, wieloletni przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. – Bo reakcją obronną organizmu są także duszności.

Prace nad nowoczesnymi substancjami dopingowymi, niewykrywalnymi w moczu, mordercze treningi pełne wyrzeczeń czy wreszcie próby na genach, skutecznie zabijają nie tylko widowisko sportowe, ale wreszcie samą dyscyplinę. Najlepszym na to przykładem jest słynny wyścig kolarski Tour de France. Po zapowiedziach organizatorów, że bezwzględnie będą karać przyłapanych na dopingu kolarzy, tegoroczna Wielka Pętla i tak nie obyła się bez kilku wpadek. Nie po raz pierwszy. W 2006 r., na dzień przed startem, z imprezy wycofali się jej dwaj faworyci, Hiszpan Ivan Basso oraz Niemiec Jan Ullrich. Akcja zwalczania dopingu zakończyła się wówczas aresztowaniem czterech osób, w tym lekarza, Eufemiano Fuentesa. Do tej pory nie udało się im jednak postawić zarzutów.

Szczególnie w kolarstwie – ale nie tylko – rozprzestrzeniła się opinia, że wspieranie się substancjami farmakologicznymi jest czymś naturalnym. W roku 2003 wybuchła afera z laboratorium BALCO z Kalifornii w roli głównej. Victor Conte, właściciel pracowni, oraz Remi Korchemny, trener, mieli podawać amerykańskim sprinterom nowy wtedy środek dopingowy THG. Podejrzewano, że z usług laboratorium winnego nielegalnej dystrybucji sterydów oraz hormonu wzrostu, korzystali m.in. Marion Jones, Justin Gatlin czy Dwain Chambers. Winy nie udało się udowodnić tylko biegaczce, lecz ta, i bez prawomocnego wyroku, postanowiła odejść ze sportu.

Hans Geyer, biochemik z Deutsche Sporthochschule (odpowiednik polskiej AWF) przekonuje z kolei na łamach niemieckiego tygodnika "Die Zeit", że istnieją naturalne pokłady energii, których sportowcy nie nauczyli się jeszcze wykorzystywać. Jego zdaniem nie trzeba szukać daleko: – Większość sportowców zwraca uwagę na dietę tylko w okresie bezpośrednio przed startem – wyjaśnia gazecie. A to właśnie w odpowiedniej diecie ma się kryć ów potencjał. Naukowiec przy pomocy spektrometrii izotopowej zbadał ludzkie włosy. Udało mu się uchwycić zmianę stosunku izotopów azotu, która zdradza rodzaj obciążeń treningowych oraz sposób odżywiania. Nie będzie już więc bicia rekordów?

Zespół francuskiego biomedyka, Jeana--François’a Toussainta, zapisał trzy tysiące rekordów w postaci funkcji matematycznej. Powstała krzywa, która na początku bardzo szybko opada, by na samym końcu stać się prawie płaska. – Każdy drobny nawet wzrost w końcówce tej krzywej w odpowiednich warunkach oznacza rekord albo złoty medal – wyjaśnia na łamach "Die Zeit" Joachim Mester, kierownik Niemieckiego Centrum Badań nad Sportem Wyczynowym.

Są rezerwy

Mester jest zdania, że zdolności ludzkiego ciała wykorzystywane są obecnie w 90-95 proc. Z uwagi na słabość analiz opartych o dokonania z przeszłości, boi się on jednak prognozować, na ile centymetrów czy dziesiątek sekundy da się przełożyć pozostałe 5-10 proc.

Pewne jest natomiast, że aby wykorzystać rezerwy organizmu, trzeba zgrać wszystkie elementy, takie jak: odpowiednia praca włókna mięśniowego, kurczliwość, moc, trening czy wreszcie talent. – Prędkość skurczów mięśnia jest tylko jednym z parametrów w bieganiu na 100 m – wyjaśnia prof. Smorawiński. Mięśnie zbudowane są z szybko- i wolnokurczliwych włókien. Talent sprintera polegać więc będzie na tym, że szybką pracę mięśnia będzie u niego powodować przewaga tych szybkokurczliwych. U długodystansowców – odwrotnie. Smorawiński zwraca uwagę, że w centrum zainteresowania badaczy jest próba transmisji tych włókien. – Neurofizjolodzy sprawdzają, w jakim stopniu możliwa jest zamiana tych neurotransmiterów oraz czy można wpływać na ich ilość i wreszcie odbudowę – mówi.



 
następny artykuł »