|
Dwoje dzieci, kobieta i trzech mężczyzn - to ofiary wypadku polskiego autokaru w Serbii. Na miejscu zginęło pięć osób, szósta zmarła w szpitalu. Około 60 rannych - ponad połowa pasażerów to dzieci - odwieziono do szpitali. Informacje o ich stanie są sprzeczne. Mówi się o dziewięciu lub jedenastu osobach w ciężkim stanie. Jednemu dziecku amputowano rękę.
Wszystko wydarzyło się na północ od Belgradu, niedaleko miejscowości Indjija. Autokar przewrócił się do rowu na dach. Zanim go podniesiono, ratownicy na noszach wynosili rannych.
Według Serbów poszkodowani to głównie 15-, 16-latkowie. 26 z nich jest w szpitalu dziecięcym w Nowym Sadzie. Dwoje z nich w stanie ciężkim - jednemu lekarze musieli amputować rękę.
Autokarem jechało blisko 70 pasażerów. Jednak wciąż są wątpliwości, co do liczby rannych. Rozwieziono ich do kilku szpitali w okolicy. Według polskiego MSZ dziewięć osób jest w ciężkim stanie.
Piętrowym autobusem przewoźnika z Rudy Śląskiej wracali wczasowicze z Bułgarii. Wśród nich pracownicy kopalni "Ziemowit" w Lędzinach i ich rodziny.
Pomoc już jedzie
"Wysłaliśmy już do Serbii autobus ze środkami medycznymi" - podaje Kompania Węglowa. Zaś przewoźnik wysłał także autobus zastępczy.
Ambasada Polski w Serbii uruchomiła telefony, pod którymi bliscy ofiar wypadku mogą dowiadywać się szczegółów:
+381 11 20 65 310
+381 11 20 65 318
Żałoba na śląsku
Przerażenie i strach o bliskich - takie były pierwsze myśli górników z Lędzin. To głównie ich dzieci jechały autokarem, który roztrzaskał się w Serbii. Jeszcze dzisiaj rodziny rannych polecą do swoich bliskich rządowym samolotem. Za przelot i ich cały pobyt w Serbii zapłaci kancelaria premiera.
Kiedy tylko przerażająca wiadomość o wypadku pojawiła się mediach, rodziny wpadły w rozpacz. "Tym autokarem jechały moje córki. Jedna jest ranna. Nic więcej nie wiem, nikt nic nam nie mówi" - drżącym głosem relacjonowała w TVN24 Jadwiga Kozibąk.
To miały być radosne wczasy w Bułgarii dla dzieci i bliskich górników z Lędzin. I takie były. Ale w drodze powrotnej wydarzyła się tragedia. Autokar, w którym było między innymi ponad 30 dzieci, wpadł do rowu. Sześć osób, w tym dwoje dzieci, nie żyje. Jest wielu rannych.
Związkowcy starają się pomóc ich rodzinom. W kopalni działa nawet punkt informacyjny, do którego ciągle zgłaszają się ci, których bliscy ucierpieli w wypadku. Jak dowiedział się dziennik.pl, na polecenie premiera do Serbii jeszcze dziś zostanie wysłany specjalny samolot. Bliscy rannych polecą z lotniska w Pyrzowicach rządowym samolotem TU-154M. Oprócz nich do Serbii polecą też polscy lekarze i psychologowie.
Za przelot i pobyt rodzin w Serbii zapłaci kancelaria premiera. Poza zdrowiem bliskich nie muszą się o nic martwić. Kancelaria szefa rządu podkreśliła bowiem, że rodziny ofiar będą mogły zostać z bliskimi tyle, ile będzie trzeba.
Na miejsce wypadku wysłano już autokar ze środkami medycznymi. Wysłano także trzech przedstawicieli kopalni, którzy mają pomagać poszkodowanym.
Kondolencje rodzinom ofiar złożył już prezydent Lech Kaczyński. "Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość o wypadku polskiego autokaru, przewożącego dorosłych i dzieci. Solidaryzuję się w bólu i łączę w modlitwie z bliskimi ofiar tej tragedii" - oświadczył prezydent Kaczyński.

|