Strona Główna arrow Porady Ogrodnicze arrow Róże lubią podróże
Najnowsze komentarze
Wspaniali "kochankowie" z Dalekiego Wschodu
Kazda kobieta ma prawo decydowac kogo bierze do lozka al...
Wspaniali "kochankowie" z Dalekiego Wschodu
kim wy jestescie zeby to oceniac.kazdy ma prawo do wlasnego ...
Vanessa Hudgens - nagie zdjęcia
ja nawet lubie Van ale ja przeczytałam bravo jak Zac sie wy...
Olga Borys i Sławek Borowiecki wygrali w "Gwiazdy ...
fajny chłopak z ciebie
10 Najpiękniejszych Kobiet Świata
co to ma byc? 10, 5, 9 do dupy!! Adriana lima powinna zajac ...
Róże lubią podróże Drukuj Email
Redaktor: Süddeutsche Zeitung   
29.05.2008.
Spis treści
Róże lubią podróże
Strona 2

 

Holandia specjalizuje się w selekcji różanych sadzonek, Kenia dba o ich wzrost, a Niemcy zachwycają się rozkwitłymi pąkami. W epoce globalizacji królowa kwiatów musi pokonać daleką drogę, zanim zwiędnie w domowym wazonie.

Lex Voorn opowiada, że róża obumiera natychmiast po obcięciu łodygi. Wpada przy tym w histerię prokreacji. Rozrzutnie inwestuje wszystkie siły żywotne w pąki, nie zwracając uwagi na zbliżający się kres istnienia. Po ścięciu kwiat udaje się w długą podróż do klienta. Różane pąki to humorzaste istoty. Trzeba o tym wiedzieć, zanim człowiek zdecyduje się na ich hodowlę.

Voorn, właściciel szklarni doskonale zdaje sobie z tego sprawę. (…) Każda z róż potrzebuje indywidualnej dawki luksusu i nawożenia. Kołyszą się w podściółce z wełny mineralnej rozpostartej na glebie. Siedem razy dziennie przez kilka sekund specjalna sonda zaopatruje je w wodę, minerały i substancje odżywcze. (…) Woda przeciekająca przez dolne warstwy gleby jest zbierana, analizowana i uszlachetniana. Komputer oblicza wymagania roślin, a cały proces jest w pełni zautomatyzowany. Róże mają zapewnioną doskonałą opiekę i wzrost. Te rosnące w miejscowości Kudelstaart niedaleko Amsterdamu hodowane są dla osiągnięcia jak najlepszych wyników. Muszą sprostać wysokim wymaganiom stawianym przez światowy rynek. (...)

Lex Voorn specjalizuje się w hodowli róż o charakterystycznych ogromnych pąkach. Każdy z nich liczy co najmniej 25 płatków. Jego firma nosi nazwę "Lex +". W sąsiedztwie istnieją większe hodowle, ale nie tak elitarne. Wyhodowana przez Voornqa róża odmiany Avalanche zdobyła sławę na całym świecie. Jej jędrne, duże pąki wyglądają jak malowane, przypominają śnieżnobiały szczyt doskonałości o brzegach w barwach limonki. Ta odmiana jest tak ekskluzywna, że różanym farmom sprzedaje się co roku tylko tyle krzewów, by mogły nimi obsadzić siedem hektarów. Nie wolno za bardzo nasycić rynku. Jeżeli cena spadnie, nigdy już nie wróci do dawnego poziomu. Na odmianę Avalanche złożono zamówienia do 2011 roku.

Piękno to za mało

Voorn od lat pracuje nad wyhodowaniem róży doskonałej. W drodze do tego celu stworzył inne odmiany: cętkowaną Fiestę, kremową Cum Laude, delikatną Prima Donnę. Narodziny odbywają się w samotności, na tyłach szklarni. Tu ogrodnik miesiącami biega z pędzelkiem przenosząc pyłek kwiatowy z jednej rośliny na drugą. Nie stosuje przy tym żadnej metody – u jednych róż podobają mu się liście, u innych pąki. Żaden hodowca i tak nie jest w stanie przewidzieć efektów swojej pracy. Ze skrzyżowania róż herbacianych powstanie kwiat purpurowy, a połączenie czerwieni da efekt w postaci kwiatów o białych płatkach. – Uprawa róż przypomina grę na loterii – stwierdza Voorn. Reszta jest tajemnicą zawodową.

Firma "Lex +" hoduje od 25 tys. do 50 tys. różanych sadzonek. – Najpierw muszą przejść proces dojrzewania – mówi z uśmiechem Lex Voorn. Większość kwiatów nie potrafi sprostać wymogom selekcji. Mają za małe pąki, wyblakły kolor lub postrzępione płatki. Jednemu, może dwóm gatunkom uda się po sześciu latach zadebiutować na rynku holenderskim. Trafiają się roczniki, z których żaden nie spełnia stawianych im wymagań. Nie wystarczy, by róża była piękna, współczesne kwiaty muszą być wszechstronnie utalentowane. Powinny przynosić zysk, rodzić odpowiednią liczbę pąków na metr kwadratowy, mieć łodygi długie i proste jak świeca, bez ostrych kolców, i odpowiednie proporcje. Ponadto muszą mieć stabilny kolor płatków, eleganckie pąki, gęste listki i być wytrzymałe. Róża ma kwitnąć w zimie i dobrze znosić transport. Jeżeli po ścięciu ma zamknięte pąki, musi je otworzyć zaraz po wstawieniu do wazonu. (...) Powinna być odporna na choroby i szkodniki, znieść długi transport zamknięta w kartonowym pudle, skoki temperatur w czasie podróży z Kenii na aukcje kwiatowe w Holandii. Po pokonaniu wszystkich trudów ma w doskonałym stanie postać w wazonie do dwóch tygodni. A do tego musi się podobać przez sześć, siedem lat, tyle czasu bowiem trwa żywotność różanego krzewu. (…)

Jedynie na hodowli drogich róż można jeszcze zarobić pieniądze – koszty ogrzania szklarni są coraz wyższe. Dziś większość kwiatów uprawia się na półkuli południowej: w Kenii, Ugandzie, Tanzanii, Etiopii, Ekwadorze, Kolumbii, Chinach i Indiach. Wszyscy zajmują się hodowlą róż, ponieważ są kosztowne i cieszą się największą popularnością ze wszystkich kwiatów. Na rynku pojawiają się miliony róż, coraz tańszych i doskonalszych. Kiedy trafiają do odbiorcy, znają świat lepiej od niejednego klienta. Z Holandii pochodzą sadzonki, młode krzewy i wiedza hodowlana, kwiaty zaś dorastają na równiku. Tam ludzka praca jest tania, a ogrzewanie zbędne.

Maszyneria idzie w ruch

Lex Voorn ma inne zmartwienia. – Proszę spojrzeć, to jest doskonała róża, ale nie podoba mi się jej szyjka – mówi skubiąc kwiat poniżej pąka. Potem zgina łodygę – jego zdaniem jest zbyt długa i wiotka. To drobnostka, ale życie w szklarni jest brutalne. Wystarczy jedna skaza, by odpaść w rywalizacji. (…)

Nikt nie wie tego lepiej od Steve`a Outrama. Mężczyzna siedzi w swoim kenijskim biurze nad brzegami jeziora Naivasha. Testuje i sprzedaje kwiaty wyhodowane przez Voorna. W Kenii niektóre róże pięknieją, a inne nie. Dorastają w pobliskiej szklarni. Z daleka rzucają się w oczy zwycięzcy kwiatowego współzawodnictwa: herbaciana róża bezkolcowa Amani, Dolce Vita o czerwonym środku i popielatych płatkach. (...) Pierwszy farmer, który wygra zlecenie, otrzymuje sadzonki po preferencyjnej cenie, ale ponosi także ryzyko związane z wprowadzeniem na rynek nowej odmiany. Co roku od 40 do 50 nowych gatunków otrzymuje specjalną licencję. – Gdybym był hodowcą, oszalałbym od tej różnorodności – mówi Outram.

Hodowcą jest Craig Oulton. Jego farma położona jest o kilka minut drogi od szkółki Steve`a Outrama. Plantator zaopatruje się w różane sadzonki u innego szkółkarza. Jego Kingfisher Farm należy do koncernu Finlaya, ten z kolei jest własnością światowego koncernu Swire. To zupełnie inna liga. Codziennie kwiatowi potentaci dostarczają pół miliona róż po stałej cenie i w sprzedaży bezpośredniej sieciom supermarketów, jak Marks & Spencer, Coop, Tesco. Nie potrzebują kwiatów o ogromnych pąkach, lecz masówki, dlatego nie należą do klientów Lexa Voorna. (…) Farma Craiga Oultona zatrudnia 2360 pracowników. Różane żniwa odbywają się trzy razy dziennie. Wszyscy mają jeden cel: róże w ciągu 48 godzin muszą trafić z pola do klienta.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »