|
Narzekamy, że tutaj, w Ameryce, nie mamy dobrej prasy; nasz los - zwłaszcza czasy II wojny światowej - jest przeinaczany, tu i tam nas opluwają...
Nie możemy zmienić tego za jednym zamachem, ale każdy z nas na własną rękę może coś skubnąć. Jak mówi chińskie przysłowie, nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, jeśli każdy uczyni choć jeden krok, "ruszymy z posad bryłę świata", że przewrotnie przypomnę pieśń morderców.
Pana Bogdana Prażmowskiego znam od dawien dawna - emeryt, któremu energii pozazdrościć mogą licealiści, żołnierz AK, wcielony na siłę do armii Berlinga, dezerter z wyrokiem śmierci, kurier polskiego podziemia, tłumacz brytyjskiego wywiadu frontowego, żołnierz II Korpusu Andersa, brytyjski wywiadowca w latach 50. w Związku Sowieckim, inżynier zatrudniony przez Shella w Oceanii i Polinezji, inżynier w Afryce, Kanadzie, USA, wynalazca, właściciel kilku patentów, nieuleczalny idealista, który wpakował setki tysięcy dolarów w unikatowy projekt modularnych biologicznych oczyszczalni ścieków; facet, którego pogarszający się stan zdrowia powoli wyhamowuje, ściąga na ziemię... uniemożliwia smakowanie ulubionego czerwonego merlota z Pelee Island.
81-letni człowiek, wyręczając agencje rządowe niepodległej Polski, wpadł na pomysł napisania niewielkiej książeczki dla polskich dzieci, które mieszkają tu, w Ameryce. Książka Prażmowskiego stanowi swego rodzaju pokoleniowy testament, gdzie krótko i dosadnie, niemal w punktach, czarno na białym pokazuje się młodym ludziom, dlaczego mają być dumni, dlaczego powinni być wdzięczni Panu Bogu, że urodzili się Polakami.
Bogdan Prażmowski napisał kilkudziesięciostronicowe kompendium wojennej historii Polski. Wydaje to własnym sumptem w wersji polsko-angielskiej - jedna strona po polsku, jedna strona po angielsku, i ma zamiar rozdawać ją uczniom polskich szkół w Mississaudze i okolicy. Na kilkudziesięciu stronach zdołał zawrzeć naszą całą tragedię, naszą tęsknotę, naszą dumę, nasz honor.
Jeśli książka ta zdoła choć jednego młodego kanadyjskiego Polaka zachęcić do narodowej historii, do prześledzenia dziejów, z których wszyscy możemy być dumni; jeśli broszurka Prażmowskiego pozwoli choć jednemu młodemu Polakowi zrozumieć, dlaczego tysiące jego rodaków, ludzi w podobnym wieku, 17, 18,19, 20, 21 lat, umierało z bronią w ręku, krzycząc "niech żyje Polska!"; jeśli choć jeden młody człowiek na tyle przejrzy na oczy, by docenić, jak wielkiej spuścizny jest powiernikiem, wówczas będzie to oznaczało, że Prażmowski dokonał rzeczy cudownej.
Jeden człowiek odmieni los innego człowieka, każe podnieść głowę w świecie, w którym co rusz ktoś każe nam kajać się i przepraszać. Prażmowski pokazał, że być Polakiem, to znaczy być dumnym, myślącym i honorowym człowiekiem, że być Polakiem, to znaczy, kiedy zajdzie taka potrzeba, bić swołocz w pysk.
Gdyby ktoś chciał wesprzeć finansowo druk książki Prażmowskiego, proszę się ze mną skontaktować pod nr tel. komórkowego 416-732-29-51. Jeśli masz szacunek dla Polaków, którzy zawsze patrzyli prosto w oczy, zadzwoń.
Jeden człowiek jest w stanie natchnąć miliony.
***
W sobotę byłem w Polskim Domu w Waterloo na uroczystości posadzenia dębu. W rocznicę śmierci Marszałka rodzina Waśniewskich ufundowała drzewo, które może rosnąć i tysiąc lat. Było kilka osób, wśród nich Antoni Iłowski, wywieziony w głąb Sowietów, więzień gułagów Archangielska i Peczory, żołnierz generała Andersa, zdobywca Monte Cassino, odznaczony Krzyżem Walecznych, weteran kampanii włoskiej.
Marszałek od dawna jest obiektem podziwu i źródłem mądrości dla mieszkającego nieopodal Guelph Grzegorza Waśniewskiego.
Dzięki takim ludziom, ludziom, którzy pamiętają i czczą, trwa polskie państwo i polska kultura, żyje polski duch.
Grzegorz Waśniewski apeluje do innych, by poszli za jego przykładem i przy domu polskim zasadzili inne dęby - może dla Paderewskiego, może Dmowskiego - drzewa, które przez następne wieki nieść będą pamięć o wielkich Polakach i przypominać ich myśl. Waśniewski to zwykły człowiek; pracuje fizycznie, ma dom, rodzinę, małą firmę. Zwykły, a jakże niezwykły. Bo czy ktoś z nas, ty i ja, Drogi Czytelniku, kiedykolwiek zasadził dąb w hołdzie polskiemu politykowi? Czy ktoś z nas z własnych pieniędzy zamówił Mszę św. za duszę Marszałka?
To drzewo to będzie symbol siły, myśli i dążeń, jakie miał Marszałek - mówi Grzegorz Waśniewski. - "Jeśli popatrzymy na sytuację od okrągłego stołu, jest cały czas przepychanie i przepychanie; nie ma myśli dla Polski. Potrzeba, aby ten Duch był nam wodzem. Chociaż Marszałek zmarł 72 lata temu, jego myśl jest w dalszym ciągu aktualna. Dla mnie on żyje! Ten wpływ jest bardzo silny, trzeba tylko sięgnąć ręką po jego książkę".
Jeśli każdy z nas dla Polski kiwnie palcem, powstanie olbrzymi ruch; jeśli każdy z nas wypowie w obronie Polski jedno słowo, powstanie huragan...
Nie lubię patosu, bo zazwyczaj wycierają sobie nim gębę różni fałszywi ludzie. Dlatego nie mówię, że Polskę trzeba nauczyć się kochać, lecz że trzeba ją w pierwszej kolejności polubić, a jak już to zrobimy, to zadurzymy się z kretesem. Obiecuję.
Jesteśmy bowiem członkami wielkiego narodu o wspaniałej historii. To zobowiązuje, niezależnie od miejsca zamieszkania.
Andrzej Kumor
Mississauga

|